Witam Was prawie po 2 latach w zupełnie nowej rzeczywistości. Witam was z centrum pandemii koronowirusa, w której wszyscy właśnie teraz się znajdujemy. Nikt z nas nie spodziewał się, że w przeciągu miesiąca nasze życie zmieni się nie do poznania. Żyjemy w izolacji, nie możemy swobodnie przemieszczać się, odwiedzać znajomych, często jesteśmy odseparowani od rodziny. Większość rzeczy robimy online: zakupy, praca, wszelakie rozrywki, komunikacja z rodziną i znajomymi. Nagle okazuje się, że wiele rzeczy można załatwić online: wszelkie sprawy w urzędzie czy nawet odwiedzić muzeum lub zoo. Niektórzy z nas żyją w ciągłym stanie zagrożenia życia, inni dosyć frywolnie podchodzą do tematu. Jeszcze w styczniu miałam zupełnie inne marzenia niż dziś. Jeszcze w styczniu martwiłam się zupełnie innymi rzeczami niż dziś. Nie zauważałam jak cenne rzeczy miałam: zdrowie, wolność, możliwość przemieszczania się, zaplanowania wakacji, zwykle wyjście do sklepu czy na lody z Igą.

Przeżyłam już całkiem spory kryzys i z tego powodu postawiłam zrobić podsumowanie. Chciałam zobaczyć jakieś plusy tej sytuacji.

  1. Piszę tu. Po prawie trzech latach w końcu znalazłam czas i siłę, aby zalogować się do bloga. Nie była to tylko kwestia jakieś wewnętrznej niechęci. Przede wszystkim problemów technicznych i braku czasu, by je rozwiązać. W końcu jestem.
  2. Czytam. Od początku roku przeczytałam 12 książek i jestem na dobrej drodze, aby zrealizować moje postanowienie czyli przeczytanie 52 książek w 2020. Cieszę się, że końcu sięgnęłam po Remigiusza Mroza i odnalazłam u niego moje Opole.
  3. Maluję. Odkryłam coś dla mnie. Farby, papier, płótno. Odczuwam dużą potrzebę przetransportowania czegoś ze mnie za pomocą farb. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale sprawia mi to ogromną przyjemność i czekam na te chwile.
  4. Posadziłam warzywa. Dużo wcześniej niż co roku. Chciałabym, być pod tym kątem samowystarczalna.
  5. Nie byłam od 4 tygodni w sklepie. Nie chodzę po galeriach. Nie kupuję niepotrzebnych rzeczy, ubrań, zabawek. Wiem, że nadmierny konsumpcjonizm był moim dużym problemem, szczególnie w kontekście ubrań. Zakupy ograniczone do niezbędnego minimum. Czuję, że wyrwałam się trochę z tego mojego szaleństwa. Czuję, że posiadam wystarczająco, zapewne aż nadto co potrzebuję. Jednak teraz dużo łatwiej będzie mi walczyć z pokusą. Teraz, gdyż wiem już, że umiem i jest to bardzo proste.
  6. Zacieśniamy więzi. Spędzamy czas, bawimy się, szukamy nowych sposobów na kreatywną rozrywkę, czasem nie robimy nic ciekawego po prostu jesteśmy. Dużo jest w tym różnych emocji. Czasem złość, bo brakuje przestrzeni by się wyżyć, wyszaleć, wybiegać. Czasem strachu, że będzie to trwało dużo dłużej niż sądzimy. Czasem zdenerwowania, bo izolacja jest odczuwalna na co dzień i pomimo starań każdy ją na swój sposób przeżywa.
  7. Jesteśmy dla siebie. Choć pomiędzy tym jest praca. Jesteśmy dla siebie. Jest więcej wartościowego czasu. Więcej szczęścia, mniej pogoni. Paradoksalnie czuję więcej spokoju niż we wcześniejszym życiu.

Chciałam również napisać o kilku minusach, ale ostatecznie chcę by to plusy przypominały mi to tej wyjątkowej sytuacji. Chciałabym zapamiętać ten reset. Być może nie będziemy go już potrzebować. A może za jakiś czas znów nam się przyda?